Dzieła Satoshi Kona wywarły na mnie swego czasu ogromne wrażenie i nadal należą do grona jednych z moich ulubionych filmów animowanych. Paprika, Perfect Blue, Millennium Actress – to tytuły do których mogę wracać bez obawy, że poczuję znudzenie.  Niezwykłe, zaskakujące, nieco szalone, ale także genialne w swej odmienności. Takie właśnie są produkcje Satoshi Kona, wyjątkiem nie jest tu także komiks jego autorstwa, z przyjemnością więc przedstawiam wydaną w Polsce przez Studio JG mangę Opus.

Opus krótko można określić jako psychologiczny seinen i  wielowymiarową metaliteraturę. Historia skupia się na losach z pozoru zwykłego autora mangi, który decyduje się na dość dramatyczne zakończenie tworzonej przez siebie serii, zakładające śmierć jednego z jej głównych bohaterów. Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ów bohater wcale sobie nie myśli umierać i kradnie planszę komiksu zawierającą scenę swojego końca. I tym sposobem autor trafia do wnętrza swojego dzieła, a akcja przenosi się między światem rzeczywistym, a tym powołanym do życia na kartach mangi, który ku zaskoczeniu samego twórcy żyje swoim własnym życiem, tak jak i jej bohaterowie, którzy nie raz odbierają go jako Boga… Z jednej strony otrzymujemy więc autora, który musi skonfrontować się z tym jakie konsekwencje dla powołanych przez niego do życia postaci mają jego decyzje oraz bohaterów mangi, którzy nagle dowiadują się iż nie są „żywymi” osobami, a zarówno oni sami jak i ich świat to wyłącznie wymysł cudzej wyobraźni.

 

Opus stanowił ciekawy eksperyment, zapewne nie tylko dla samego autora, ale obecnie także dla czytelnika. Trudno doszukiwać się podobnego tytułu, czy to w komiksach, czy książkach. Bo choć o tworzeniu mang nie jeden autor pisał i rysował, to umieszczenie siebie samego między bohaterami swojego dzieła i próba konfrontacji miedzy twórcą, a jego dziełem stanowi coś naprawdę oryginalnego. I właśnie owa oryginalność stanowi dla mnie największą zaletę tytułu. Satoshi Kun po raz kolejny zabrał mnie w niepowtarzalną podróż, a gdy do tego doda się lekkość i przyjemność płynącą z lektury, otrzymuje pozycję, którą spokojnie mogę dopisać do grona swoich ulubionych. I mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się również na wydanie pozostałych dzieł tego autora.

 

Kreska nie zachwyci każdego, mnie jednak przypadła do gustu – mimika postaci została świetnie oddana, tła są bogate w szczegóły, nie brakuje dynamicznych scen, a szczególne wrażenie wywołuje pomieszanie starannie wykonanych rysunków ze szkicami, gdy akcja przeskakuje między rzeczywistością, światem komiksu – tym dokończonym i tym dopiero powstającym w głowie autora. Opus pokazuje także etapy tworzenia komiksu, bohaterowie przeskakują między poszczególnymi planszami, autor zdradza sporo szczegółów na temat tego jak powstawały i że na pracę mangaki składa się wysiłek więcej niż jednej osoby. Cała ta otoczka o tworzeniu komiksu stanowiła dla mnie kolejny mocny atut.

Opus początkowo wychodził w wersji magazynowej, jednak z powodu upadku gazety seria nigdy nie doczekała się zakończenia. Jednak po śmierci autora odnalezione zostały szkice zawierające ostatni rozdział serii. I właśnie w takiej formie znajdziemy go w wersji tomikowej – niedokończone rysunki pozwalają poznać zakończenie serii, a jednocześnie dość mocno zmieniają wydźwięk całości.

 

Studio JG zdecydowało się na wydanie mangi w formie jednego zbiorczego tomu, określonego mianem exclusive – za sprawą powiększonego formatu, twardej oprawy z lakierowanymi elementami na okładce. W środku dodatkowo znajduje się kilka kolorowych ilustracji oraz dodatki na końcu tomu, na które składają się nie tylko nieopublikowane wcześniej zakończenie historii, ale także galeria postaci i kilka słów od tłumacza. Całość prezentuje się nad wyraz ładnie i z pewnością ucieszy oko nie jednego kolekcjonera, dla którego treść liczy się na równi z formą wydania. Trzeba jednak przyznać, że za jakością wydania poszła jednocześnie dość zaporowa cena – 74,90 zł – która niestety może odstraszyć część czytelników i która czyni Opus najdroższą pozycją mangową na polskim rynku.

 

Opus to tytuł który wywarł na mnie ogromne wrażenie i z pewnością jedna z ciekawszych mangowych pozycji w mojej kolekcji. Jeżeli mieliście przyjemność zapoznać się z jakimś innym tytułem Satoshi Kona, czy to w wersji animowanej czy mangowej i znaleźliście w niej coś co Wam się podobało, koniecznie sięgnijcie po Opus. Zaś jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością tego autora, warto nadrobić zaległości i zagłębić się w historię na pograniczu fikcji i rzeczywistości. Z pewnością będzie to dla Was niezapomniana przygoda.

Ocena: 10/10

Sara Glanc

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Studio JG.