Ponownie miłośnikom cyklu Zastępy Anielskie przyszło czekać na powrót ulubionych bohaterów ładnych kilka lat. Ale oto są – Anioły Kossakowskiej powracają w pierwszym tomie Bram Światłości, który w księgarniach zagości już w najbliższą środę. Wszystkich wyczekujących z niecierpliwością powrotu Daimona Freya i reszty anielskiej oraz diabelskiej zgrai serdecznie zapraszam do lektury przedpremierowej recenzji.

Pomimo iż Zbieracz burz, którego również dzieliła dość duża przepaść czasu od wydania poprzedniego tomu Zastępów, okazał się lekkim rozczarowaniem, to jednak na wieść o premierze kolejnego tomu serii nie mogłam kryć swojej radości i z Bramami Światłości żywiłam naprawdę duże nadzieje. Nie zniechęcając się iż to dopiero połowa historii, dzięki uprzejmości wydawnictwa mogłam rozpocząć lekturę długo przed premierą. I po raz kolejny dałam się porwać snutej przez Kossakowską historii. Jej bohaterowie przeszli już przez Armagedon, rozkaz zagłady ludzkości wraz z zamieszkiwanej przez nich Ziemi, a teraz… teraz pojawiła się szansa na odnalezienie Boga, który opuścił Królestwo.

Anielica Sereda – podróżnik, kartograf i odkrywca – powróciła z kolejnej wyprawy do Stref Poza Czasem z niezwykłą nowiną. Prawdopodobnie udało jej się odnaleźć miejsce pobytu Pana. Jak nietrudno się domyślić ta wiadomość wywołała niezwykłe poruszenie w grupie wtajemniczonych w spisek. Bo choć Królestwu udaje się trwać pod jego nieobecność, to w żaden sposób nie można sobie pozwolić na zmarnowanie szansy dowiedzenia się, dlaczego zdecydował się opuścić swe dzieci, a  być może i przyczynić się do Jego powrotu. Najwyżsi archaniołowie organizują eskapadę, której celem są nieznane rejony Stref Poza czasem, a na jej czele staje ponownie szanowany, choć nadal niezbyt lubiany, Daimon Frey. Jednak nic nie może być tak proste jakby się tego chciało, Lucyfer decyduje się dołączyć do wyprawy, by jeszcze raz stanąć przed obliczem Pana. Zaś odejście Władcy Głębi poważnie narusza i tak chwieją równowagę między Niebem, a Piekłem.

Jak nietrudno się domyśleć odpowiedź na pytanie, czy aniołom uda się odnaleźć Pana, zyskamy dopiero po lekturze drugiego tomu Bram Światłości. Sięgając po lekturę tomu I należy więc uzbroić się w cierpliwość i być gotowym iż pozostawi ona nas pełnych pytań. Nie oznacza to jednak iż nie warto po nią sięgnąć.  Bramy Światłości czyta się w zastraszającym tempie i jest to lektura bardzo dobra.

Anielskie uniwersum zostało mocno rozbudowane i czytelnikowi przyjdzie zwiedzić zupełnie nowe rejony wykreowanego przez autorkę świata, co stanowi największy atut tego tomu. Łatwo się domyślić iż większość akcji rozgrywać się będzie w Strefach Poza Czasem, a te stanowią prawdziwą pożywkę dla wyobraźni. Warto także dodać iż widać, że przy ich tworzeniu Kossakowska garściami czerpała inspiracje z kultury indyjskiej, co również stanowi ciekawy element wyróżniający Bramy od poprzednich części cyklu.

Podczas lektury nie zabraknie rzecz jasna zarówno starych jak i nowych bohaterów. Przy czym wśród tych ostatnich spotkamy naprawdę interesujące postacie, których historie mam nadzieję, zostaną bardziej rozwinięte w drugim tomie.

Na powrót aniołów Kossakowskiej zdecydowanie warto było czekać. Jedyne na co można narzekać to fakt iż ponownie zdecydowano się na podział książki na dwa tomy, a  co za tym idzie trzeba teraz wypatrywać zakończenia historii. Jednak jeżeli będzie ono równie dobre co początek, to otrzymamy kolejną, wyjątkową pozycję na koncie autorki. Pełna nadziei czekam na premierę Bramy Światłości Tom II i liczę, że nie będzie to ostania pozycja z anielskiego uniwersum.

Ocena: 9/10

Sara Glanc

Za możliwość przeczytania książki przed premierą serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.